środa, 11 kwietnia 2012

wydaje Ci się...


I kiedy Tobie wydaje się, że jestem skupiona wyłącznie na sobie i kiedy już myślisz, że kompletnie o Tobie zapomniałam, pochłonięta pracą, spaniem, odpoczynkiem, malowaniem paznokci, kolejnym serialem… ja w głowie układam klocki… każdy po kolei, jeden na drugi, drugi obok trzeciego… klocki wspólnego życia. Myślę, jak dobrze by było gdybyś był obok, na tyle blisko, że gdy tylko wyciągnę rękę i powiem ‘kocham’ Ty zbliżysz się do mnie i odpowiesz tym samym. Nie tylko gestem, ale też słowem.
I kiedy Ci się wydaje, że jestem na Ciebie zła, że po kolejnej kłótni, sprzeczce mam do Ciebie dystans i zupełny brak chęci na Twoją obecność, ja w głowie mam obraz Nas dwoje. Przytulonych, pochłoniętych kompletnie sobą, jak gdyby nigdy nic. 
To nic, że w danej chwili nie piszę, to nic, że w danej chwili nie dzwonię… Nie ważne, że właśnie kupuję kolejna kieckę, mierzę buty, biegnę do autobusu, stoję w kolejce po kawę… Nie ważne jest, że w danej chwili z Tobą nie rozmawiam, bo jestem w biegu, skoku, zawirowaniu.
 Ja myślę i wysyłam sygnały, które mam nadzieje, że czujesz…

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

List do D.


D.
Minął już ponad rok… tak długo się zbierałam, aby nakreślić słów kilka i móc puścić, i oddać w niepamięć, to co było, co mnie zmieniło, co ewoluowało, czasami było uciszone, innym razem krzyczało we mnie… w środku…
Pamiętam jak dziś… był wtorek, ale to nic – i tak lubię wtorki.  Siedziałam na skraju łóżka, wtedy naszego… dziś oprócz wspomnień nie ma nic co byłoby nasze…
Jakie to uczucie? Nie da się opisać słowami. To coś w rodzaju skoku w przepaść, kiedy już po podjętej decyzji, gdy lecisz głową w dół, zaczynasz się zastanawiać co będzie dalej i nie czujesz nic… totalna pustka, a zarazem strach przed tym co jest tam… w otchłani, w dole…
W jednej chwili zniknęły wszystkie marzenia – tak to Ty byłeś tym marzeniem. W jednym momencie zniknęło wszystko. I kiedy sobie przypomnę tę chwilę, ten ostatni dzień, to dzisiaj mam ochotę Ci podziękować.  Podziękować za dokonaną zmianę.
Podobnie jak ja, nie spodziewałeś się tego. Podobnie jak ja, byłeś pogubionym, małym chłopcem. W głowie było tylko jedno pytanie – co dalej? A dalej było życie, pełne wyzwań, emocji, niezapomnianych cudownych chwil, pocałunków, rozmów do białego rana, życie pełne przyjaciół, nowych znajomości… wtedy tego nie wiedzieliśmy, dziś czujemy się wolni…
Był czas łez, były chwile rozdartego serca zupełnie na pół. Były bezsenne noce, przepełnione łzami, krzyki i pojękiwania. To tak jakby stała się wielka krzywda… wtedy była… największa dla mnie z możliwych.
I to nie jest tak, że mam Ci coś za złe, i to wcale nie chodzi o to aby wylać na Ciebie wiadro pomyj… to coś w rodzaju katharsis. To potrzeba oczyszczenia, posprzątania starego bałaganu, na który nigdy nie było czasu? chęci? siły? A może ciągle była nadzieja i chęć powrotu do przeszłości?
Czy jestem na Ciebie zła? Może czasami… Czy ja Cię nienawidzę? Nie… zawsze będziesz w moim życiu kimś ważnym. Czy źle Ci życzę? Teraz już nie, choć bywało różnie…
Minął rok, a ja Cię nadal pamiętam… i pamiętać będę. Minął rok i ja już nie jestem taka jak byłam.
Dziś już nie boję się życia, wyzwań i wysokich poprzeczek. Dziś nie jestem już tą małą, rozkapryszoną, wiecznie płaczącą dziewczynką. Dzisiaj już mnie nie poznasz, bo Twój czas minął. Jest nowe, inne…
Nie miej wyrzutów sumienia przez to, że płakałam. Nie roztrząsaj tego, że mnie bardzo bolało. Nie wspominaj łez i bólu jaki sobie zadaliśmy tylko kochaj… Kochaj życie, mocniej, bardziej z każdą chwilą. Nie pozwól by wdarła się w Ciebie rutyna. Miej emocje jakich dotąd nie doznawałeś. Ryzykuj, inspiruj się, walcz i wyznaczaj cel. Niech Ci nie zabraknie tego, czego zabrakło nam – poznania siebie samego i kochania siebie…
Z gorącymi pozdrowieniami ,z słonecznej życiowej ścieżki, przepełnionej ekscytującymi wrażeniami, doświadczeniami i pełnią szczęścia…
Już nigdy Twoja M.

konieczność...

Czasami stajemy przed koniecznością... mówienia, pisania, wygadania się, wypłakania. Zawsze znajdujemy jakiś powód, aby móc dopelnić swej konieczności. Czasem jest to problem z facetem, zdrowiem, pracą, innym razem koniecznością jest nasze szczęście, sukces, radosna wiadomość.
W każdym jednak przypadku jest taki sam schemat - początek, ziarenko, które powoli kiełkuje i daje nam powód by stanąć przed koniecznością i otworzyć jej drzwi. Po czym zapraszamy ją do swojego życia, witamy w skromnych progach, siadamy przy kawie, jak ze starą dobrą kumpelą i jedno skinienie, jedno słowo, gest powodują, że ona wie o co chodzi... wie wszystko. Daje nam możliwość ... możliwość poznania siebie.

środa, 8 lutego 2012

wiosny w sercu....


Czuję rochodzące się po całym ciele słońce... dociera do każdego zakamarka i wywołuje przyjemne łaskotanie. Raz jest mocniejsze, raz słabsze... zaczyna od głowy, rozjaśnia umysł, wypełnia pomysłami, przechodzi do gardłą i pozwala wyrażać jaśniejsze komunikaty i przekazy. Następnie jest w sercu i wtedy już tylko pozostaje mi kochać... kochać jeszcze bardziej, silniej, mocniej i pewniej...

piątek, 3 lutego 2012

wyjęte z szuflady... odsłona 4


Następnego ranka na szczęście nic mnie już nie zaskoczyło. Dzień wcześniej przygotowałam najbardziej wizytowo-pracową sukienkę, w związku z przybyciem nowego dyrektora artystycznego. Przecież pierwsze wrażenie jest najważniejsze. W biurze byłam już przed 9:00, co nie zdarzało mi się zbyt często, tym bardziej, że Gośka bywała u mnie z nową butelką Chardonney przynajmniej trzy razy w tygodniu. Nie wiem czy to już zakrawa o staro panieństwo czy nie, ale faktycznie wspólnie spędzony z Gośką czas działał na mnie kojąco.
Ok. 10:00 czułam lekkie poddenerwowanie i zastanawiałam się co wywołuje u mnie takie emocje? W końcu kto jak kto, ale Ty Magdo redaktor naczelna Bijou, nie raz radziłaś sobie w sytuacjach krytycznych a dajesz się nerwom, ze względu na nową osobę w zespole? Cóż… zgoniłam to na przemęczenie i ruszyłam do łazienki poprawić makijaż.
Od rana w redakcji czuło się zagęszczoną atmosferę. Anka z recepcji ubrała się jeszcze bardziej wykwintnie niż zwykle, Jolka z biura ogłoszeń wyjątkowo założyła białą koszulę i szpilki. Czy ja o czymś nie wiem?

Mogłam się spodziewać, że jak zwykle informacje w redakcji docierają do mnie, do redaktor naczelnej!, jako ostatnie. Zorientowałam się o tym, w momencie jak otworzyły się drzwi mojego gabinetu i wszedł Paweł z naszym nowym nabytkiem … dyrektorem artystycznym… fantastycznym…

Musiałam wyglądać na oszołomioną i mieć dziwną minę, bo na wejściu Paweł zapytał – Are You ok.? O tak! Jak najbardziej wszystko jest okej.

- Magda, przedstawiam Ci Michała Wysockiego.
- Michał, to jest redaktor naczelna Bijou, Magda Konecka. Nie mieliście okazji wcześniej się poznać, bo rekrutację prowadziła jeszcze Kasia. Tak więc zostawiam Was samych …. – Paweł mówił coś jeszcze przez chwilę, ale kompletnie go nie słyszałam. Byłam tak oszołomiona wyglądem mojego gościa, że wręcz zaniemówiłam. Wstałam od biurka i pewnym krokiem – przynajmniej tak mi się wydawało – podeszłam, aby uścisnąć rękę Michałowi.

- Witaj na pokładzie – szlag! Miało zabrzmieć profesjonalnie, a nie jak z taniego serialu dla młodzieży – Napijesz się czegoś? – pospiesznie zapytałam.
- Bardzo chętnie. Poproszę kawę – co za głos… Michał zdawał się być równie onieśmielony jak ja. Idealnie skrojony garnitur, wypastowane buty, nienaganna fryzura, olśniewający uśmiech i ten głos. Tak Kasiu – dziękuję Ci za ten wybór!
- So… - zaczęłam nieśmiało – jak minął lot?
- Dziękuję. Całkiem znośnie. 2 godziny to żaden wyczyn więc spokojnie. Już dziś mogę zacząć pracę – mów tak do mnie jeszcze, nie ważne co – mów – pomyślałam…
- Czy dział HR przekazał Ci wcześniej dokumentację mieszkania, samochodu, umowy najmów i wszystkie inne papiery? – nie wiedziałam kompletnie o czym mam z nim rozmawiać, ale wydało mi się, że bezpiecznie będzie zacząć od rzeczy czysto technicznych.
- Tak. Mam już wszystko. Moje rzeczy przylecą w przyszłym tygodniu. Do tego czasu zatrzymam się u znajomego. Mieszka w budynku Cristal, o tam kawałek dalej. – wskazał ręką na duże okno, z którego rozpościerał się widok na centrum Warszawy. – czułam, że robi mi się gorąco.
- Tak, wiem. Mieszkam w Cristal od zeszłego roku i chwalę sobie więc na pewno do czasu zajęcia nowego mieszkania, będzie Ci tam całkiem miło – plotłam bez sensu. – Może chcesz zobaczyć swoje biuro i poznać załogę?
- Bardzo chętnie. Nie mogę się doczekać. Byłem tu ostatni raz 3 miesiące temu i szczerze powiedziawszy niewiele pamiętam, a już na pewno nie pamiętam Ciebie, a wydaje mi się, że gdybyśmy się wtedy spotkali to nie umknęłabyś mojej uwadze – proszę, proszę… czy to jakaś gra?
- Pracowałam na drugim piętrze. Kierowałam działem reportaży głównych więc nie miałeś okazji mnie wtedy poznać. – odpowiedziałam szybko
- A szkoda – uciął z lekkim uśmieszkiem.

Nie wiem czemu, ale wydawało mi się, że cały czas mnie obserwuje. Każdy mój ruch, krok, machnięcie ręki, zdawało się nie umknąć jego uwadze. Było mi na przemian gorąco i zimno. Już teraz wiedziałam dlaczego Jolka założyła szpilki, a Anka wystroiła się jak stróż w Boże Ciało. Facet niewątpliwe był fantastycznie, niezaprzeczalnie przystojny.

the end.

środa, 25 stycznia 2012

wyjęte z szuflady... odsłona 3


- Więc dlaczego zdecydowała się Pani wysłać swoją aplikację do naszej redakcji? – zapytałam skromnie ubraną dziewczynę o rzadko spotykanym imieniu, Blanka.
- Wiem, że Państwa miesięcznik, oprócz tego że ma jedną z najmocniejszych pozycji na rynku wy…
- Ma najmocniejszą pozycję… - przerwałam w połowie
- Tak, najmocniejszą. – odpowiedziała nieśmiało – Dajecie również możliwość rozwoju poprzez liczne projekty wydawnicze i to w głównej mierze skłoniło mnie do wysłania swojego CV. Ponadto słyszałam, że jest Pani jedną z tych osób, które udowadniają, że jeśli się czegoś mocno chce to istnieje możliwość realizacji, a praca przy Pani boku jest pełna wyzwań i naprawdę mogę się od Pani wiele nauczyć – zakończyła z uśmiechem, odsłaniając tym samym idealnie proste i białe zęby.

Kto Ci naopowiadał takich rzeczy dziewczyno? Pomyślałam w duchu. Czy Ty wiesz jak wygląda moje życie? Ty masz pewnie ślicznego chłopca, który zabiera Cię na randki do kina, kochających rodziców i pokój w różowe kwiatki , a ja pracuję 12 godzin dziennie, nie mam życia prywatnego, rodziców widzę raz na rok i co z tego, że mieszkam na najwyższym piętrze budynku Cristal w samym centrum Warszawy, a za swoją pensję mogę kupić kolejną ekstra sukienkę, skoro po powrocie do domu łóżko dzielę z pluszowym kotem, którego Gośka pieszczotliwie zwykła przezywać Mruczuś?

- Dobrze… Posłuchaj…  Chcę abyś miała świadomość, że obecnie na naszym pokładzie znajduje się trzech stażystów, z których mamy wyłonić jednego do zespołu redakcyjnego. Są to świetnie przygotowani absolwenci najlepszych uczelni w kraju. Póki co, przez wzgląd na Twoje małe doświadczenie w branży, pozostaniesz przez jakiś czas przy moim boku. Twoją pracą bezpośrednio będzie kierował mój asystent Paweł. Drobne poprawki w tekstach, mała korekta, współpraca z działem reklamy i ogłoszeń to tylko niektóre z Twoich obowiązków. Zaczynasz od jutra. Godzina 9:00. Życzę powodzenia.

- I jak ta mała, którą Ci dzisiaj podesłałam? – zapytała Wiktoria z HR po moim wyjściu z Sali konferencyjnej.
- Zaczyna pracę od jutra. Nie ma dużego doświadczenia, właściwie nie ma go wcale, ale budzi zaufanie. Póki co popracuje trochę przy moim i Pawła boku, a potem zobaczymy.
Przy okazji byłabym wdzięczna za podrzucenie mi aplikacji mojego Pawła. Myślę nad podwyżką i zmianą stanowiska. – powiedziałam w pośpiechu gdyż już byłam spóźniona na kolejne spotkanie.

Dzień dobiegał już końca a ja myślałam tylko o jednym … gorąca kąpiel i łóżko. Tego mi w tej chwili potrzeba. Krótko przed 19 do mojego gabinetu zapukał Paweł.

- Hola! Jestem Ci jeszcze do czegoś potrzebny? Marta ma dziś imieniny. Mamy kolację o 20 i nie ukrywam, że chciałbym zdążyć…
- Spokojnie. Uciekaj do domu. Marta na pewno na Ciebie czeka (dlaczego nikt nie czeka na mnie?). Jutro chciałabym się z Tobą spotkać.
- To coś ważnego? O 10:00 odbieram tego naszego, nowego dyrektora artystycznego z lotniska…
- O fuck! Kompletnie o tym zapomniałam!
- Będę z nim około 11:00. Możemy się zobaczyć jak tylko wróce. – odpowiedział Paweł.
- Paweł, spotkamy się jutro popołudniu. Przecież muszę tego kolesia wziąć w obroty i pokazać wszystko. A jak ta nowa?
- Magda, pogadamy o wszystkim jutro, ok.? Naprawdę się spieszę…
- Tak, tak oczywiście biegnij….
- Trzymaj się!
- Do jutra! – już pewnie nie słyszał, bo wyskoczył z biura jak oparzony, a mnie pozostało siedzieć w tym trzydziestopiętrowym budynku zupełnie samej.

O 21:00 zamykając biuro, zdało się tylko słyszeć w oddali kroki ochrony. Życie mam niesamowite – pomyślałam sobie w duchu.
cdn.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

o Was i dla Was...


Kiedy przychodzi natchnienie czuję światło i jasność…
Dwa palce wystarczą aby na klawiaturze laptopa wystukać kilka słów, złożyć je w zdanie, potem w akapit a następnie w całą historię.
Słowa o życiu, o głupotach, o smutkach, radościach, mężczyznach, kobietach, naszych namiętnościach i pragnieniach… przecież wszystkie to przechodzimy. Jeden moment, mała, drobna chwila wystarczy aby warto było ją tutaj umieścić… jeśli macie ochotę, luźne myśli, historie do opisania to śmiało… ten blog po to właśnie powstał. O Was i dla Was…